
Poniżej jest dokończenie prezentacji
SMOKÓW Z DAWNYCH MITÓW I LEGEND.
W tym rozdziale tylko POLSKIE SMOKI!
- Bazyliszek warszawski - zapewne większość zna legendę o tym smoku z kogucią głową, który zabijał wzrokiem.

- Smok piastowski - żmij - został on przyjęty jako godło księstwa czerskiego. Żmij ten żył w lochach ciągnących się pomiędzy zamkiem czerskim a wsią Coniew i miał pilnować skarbów księcia Konrada Mazowieckiego.

Smok czerski j.w. pojawia się na herbach powiatów (patrz niżej od lewej do prawej): grójeckiego, garwolińskiego i otwockiego, oraz w herbie Lesznowoli w pow. piaseczyńskim.

- Smok łysiecki - żył w Sudetach, związna jest z nim nazwa góry Łysiec -
"Miejscowy smok mieszkał dawno, dawno temu na górującym nad okolicą wzniesieniu i w sposób typowy dla smoków, nękał okoliczne wsie, porywając bydło i dziewice. Młody sołtys pobliskiego Goszowa na smoka narychtował krowę nadziewaną siarką, smołą i podobnymi dodatkami. Ranny potwór zjadłszy podstawione bydlę, trawiony ogniem od środka spadł na szczyt góry, a miejscowa ludność podpaliła wokół niego las. Smoka pochłonęły płomienie, ale w miejscu jego kaźni do dzisiaj nie chcą rosnąć drzewa."
- Smok-żmij ze Żmigrodu -
Żmigród = gród żmija-smoka = smoczygród; przypominam, iż dawniej w Polsce żmijem nazywano smoka z jedną parą nóg uzbrojonych w szpony, z parą błoniastych skrzydeł, z długą szyją i ogonem, często zakończonym jadowitym grotem.
(Żmigród, niem.: Trachenberg - miasto w woj. dolnośląskim, w powiecie trzebnickim)
Herb miasta Żmigród przedstawia zielonego smoka, który leży na plecach, z tyłu jest czerwone tło, a na pierwszym planie znajduje się srebrna wieża obronna. Wizerunek wiąże się z dawną nazwą pochodzenia niemieckiego Trachenberg - Smocza Góra; wg legendy Żmigród powstał na tzw. Górze Smoczej.
"Legenda O złym potworze, czyli jak powstała nazwa Żmigród.
Dawno, dawno temu, kiedy Dolinę Baryczy porastały nieprzebyte knieje w pobliżu Baryczy, istniała niewielka osada zwana Żmigródkiem. Żyła tu słowiańska ludność w obronnym grodzie. Czasy były niebezpieczne, bo zewsząd czyhały bandy rabusiów. Nie tylko rabusie doskwierali ludności Żmigródka; po drugiej stronie Baryczy mieszkał potwór. Był to wielki wąż, łuski jego tak odbijały światło, że oczy bolały od patrzenia. Jego wzrok hipnotyzował ofiarę, więc nie mogła się ona ruszać i lądowała w paszczy smoka (bo potwór ten miał smoczy łeb). Z cielska wyrastały duże gadzie skrzydła. Co drugi dzień trzeba było zanieść w pobliże Smoczej Góry barana albo kozę, by nakarmić bestię. Kiedy przychodziły lata suche albo mokre wtedy głód doskwierał ludności, trzeba było zabić ptaki lub świnie. W wiosce mieszkał chłopiec Maryś Ciżemka. Był chłopcem zmyślnym i lubił płatać figle. Myślał jak by tu zabić bestię. Kazał więc sołtysowi pozbierać od każdego mieszkańca sól, a następnie udał się do lasu do baby - zielarki po napój z zaklęciem. Wieczorem dobiegł ryk ze Smoczej Góry, co oznaczało, że bestia jest głodna. Nie było już ani kóz ani owiec. Ale podsunięto mu ostatnie trzy gęsie, które zaspokoiły pierwszy głód. Smok obudził się w nocy, ale nie mógł się ruszyć, jego cielsko było ogarnięte niemocą. Ryk bestii obudził wszystkich. Dobry napar i dużo soli wepchanych do gęsi było skuteczne. Minęły cztery niedziele. Najodważniejsi ze Żmigródka odważyli się pójść do Smoczej Góry. Ujrzeli tam nieżywego z pękniętym brzuchem potwora. Mijały setki lat, przybywali tu koloniści pomijając zdarzenia jakie się tu rozegrały i nazwali w pobliżu Żmigródka osadę - Drachenberg, czyli Smocza Góra. Później nazwę zmieniono, na Trachenberg, a po polsku - na pamiątkę potwora - Żmigród."

- Smok z Ornety
(Orneta, do 1945 niem. Wormditt - miasto w woj. warmińsko-mazurskim, w powiecie lidzbarskim)
Herb Ornety przedstawia w polu srebrnym smoka stojącego czarnego, z zakręconym ogonem i podniesionym skrzydłem, na murawie zielonej.
"Według dawnej legendy w Ornecie żył smok, który pożerał zwierzęta, kobiety i dzieci. Wielu rycerzy, którzy chcieli uwolnić od niego miasto, padało pokonanych. Siedliskiem orneckiego smoka była głęboko pod ziemią ukryta, a znajdująca się dokładnie w miejscu, w którym do dziś stoi zabytkowy ratusz, olbrzymia pieczara. Wyjście tej pieczary prowadziło w kierunku kościoła św. Jana Chrzciciela. Aż wreszcie jednemu z rycerzy udało się zabić potwora. Istnieje przypuszczenie, że owym nieznanym rycerzem, który ocalił setki ludzi i zwierząt od zagłady, był powszechnie uwielbiany rycerz Jerzy. Legenda o smoku znalazła odbicie w herbie i nazwie miasta. Wormditt spolszczone do Orneta (Worm - Wurm znaczy tyle co smok)."
Najstarszy herb, pochodzi z pieczęci na dokumencie z 1388 r. Przedstawia smoka gryzącego się w ogon. W otoku pieczęci zachował się fragment napisu "S.BV...MDIT". Na pieczęciach z XV wieku i sądowej z XVI wieku oraz pieczęci sekretarza miejskiego z XVIII wieku, przedstawiony jest smok leżący na grzbiecie.

- Smok z Gryfina czy też raczej z Bramy Bańskiej w Gryfinie -
(źródło: Gryfińskie legendy z portalu http://www.gryfino.pl/WrotaGryfina/)
Poniżej przedstawiam dwie wersje legendy o potworze czy też smoku z Bramy Bańskiej w Gryfinie (nie różnią się wiele od siebie).
1.- Legenda p.t. "Smok w Bramie Bańskiej w Gryfinie".
W Bramie Bańskiej przed wieluset laty mieszkał pan zamku, do którego należało miasto i cała okolica.
Pan ten miał wielkiego psa, który był bardzo czujny. Pewnej nocy pies zaczął głośno szczekać.
Pan obudził się, a kiedy spojrzał na zewnątrz bramy, zobaczył wielkiego smoka, który tak się zachowywał, jakby chciał go zjeść. Pan dobył wówczas miecza i zabił smoka. Tym sposobem uwolnił się tylko od bezpośredniego niebezpieczeństwa, bowiem smok ten żył nadal jako upiór i mieszkańcom bramy przez całą dobę nie dawał spokoju. Także teraz, mimo że brama nie jest zamieszkała, smok od czasu do czasu daje o sobie znać. Kiedy w Gryfinie obchodzi się jakieś święto, w zwyczaju jest, by w murze miejskim, obok otworów strzelniczych, wywiesić flagę. Jeśli następnego dnia chce się ją zdjąć, to zawsze jest ona poszarpana bądź wcale jej nie ma. Wówczas mieszkańcy Gryfina mówią: Zrobił to smok mieszkający w wieży Bramy Bańskiej.
Wojciech Łysiak - "Grody, zamki i kościoły - legendy i podania z Pomorza Zachodniego", Wydawnictwo "ECO", Międzychód 1995.
2.- Legenda p.t. "Legenda o potworze z Bramy Bańskiej".
Dawno, dawno temu, przed wieluset laty w Bramie Bańskiej mieszkał dowódca straży. Był to bardzo silny, odważny i czujny człowiek. Do pomocy miał wielkiego, równie czujnego psa, razem z którym dwa razy dziennie obchodził mury miejskie doglądając posterunków. Dowódcy i jego rodzinie żyło się nieźle, w miarę spokojnie, mieszkańcy miasta wdzięczni za jego pracę nie szczędzili mu grosza. Aż pewnej nocy głośne szczekanie psa obudziło strażnika i jego rodzinę. Pies ujadał tak głośno i tak nerwowo, jak nigdy dotąd. Rozbudzeni mieszkańcy bramy miejskiej wyjrzeli przez okna i ich oczom ukazał się przerażający widok. Przed bramą stał straszliwy potwór, przypominający swym wyglądem olbrzymiego jaszczura, któremu ze starości odpadały całe płaty skóry. Z rozwartego, zębatego pyska ciekła ślina i wydobywał się okropny fetor.
- Jestem głodny - zaryczał - będziesz mnie karmił strażniku, albo pożrę ciebie i całą twoją rodzinę. Potem zeżrę całe to nędzne miasteczko. Dowódca straży nie był człowiekiem strachliwym. - Zgoda, będę cię karmił potworze, wejdź, proszę, do miasta, zaraz otworzę ci bramę. To mówiąc podniósł ciężką, drewnianą, okutą żelaznymi sztabami kratę i potwór pochylając łeb wsunał go w czeluść bramy. W tym momencie strażnik jednym cięciem długiego i ciężkiego miecza odciął łeb potwora od reszty tułowia. Na wszystkie strony trysnęła brudna, ciemna, paskudna smocza krew. Niesamowity smród wypełnił całą okolicę, był tak okropny, że rodzina strażnika uciekła na drugi koniec miasta. Ale to nie pomogło. Fetor panował już w całym Gryfinie. Ludzie zaczęli uciekać z miasta do okolicznych wiosek, a przez Bramę Bańską długo jeszcze nikt nie chciał przechodzić. Strażnik z rodziną, do których nikt się nie zbliżał, tak bowiem przesiąkli smoczym smrodem, wyjechał w nieznane. Brama Bańska pomimo wszelakich zabiegów mycia, odkadzania i wypalania, wydzielała wciąż wstrętny, trupi zapach. Mijały dziesiątki i setki lat. Miasto przeżywało różne koleje losu, ludzie rodzili się, mieszkali w nim i umierali. Tylko w Bramie Bańskiej nikt już nigdy nie zamieszkał. I choć za dnia nie czuje się wokół miejskiej bramy czegoś podejrzanego, to nie próbujcie spędzać w niej nocy. Starzy ludzie opowiadali, że jeszcze sto lat temu trafił się śmiałek, który chciał kupić bramę na swoje mieszkanie. Już po pierwszej nocy znaleziono go martwego, zbryzganego brudną, paskudną mazią i straszliwie śmierdzącego. Czym prędzej pochowano go za przydrożnym krzyżem. Od tej pory rada miejska nie ma szans na pozbycie się tej budowli. Nikt jej nie kupi, nikt jej nie chce...
Marian Anklewicz - "Siedem Dni Gryfina" nr 25 z 20.07.2000r.
(Jest to parafraza oryginalnej gadki o smoku czy diable w Bramie Bańskiej, nawiązująca do historycznie potwierdzonej zarazy, tzw. morowego powietrza nawiedzającego w przeszłości Gryfino, oraz do faktu braku zainteresowania obiektem ze strony potencjalnych inwestorów.")

- Smok Wawelski - legendę o smoku wawelskim zna chyba każdy, ale jako rodowita krakowianka nie mogę pominąć całkowitym milczeniem tego tematu. Tak oto Wincenty Kadłubek opowiada historię tego smoka.
"Historię o smoku poprzedza pochwała dzieł dokonanych przez Grakcha, pierwszego króla Polaków. On to: stanowi prawa, ogłasza ustawy. Tak więc powstał zawiązek naszego prawa obywatelskiego i nastały jego urodziny. Albowiem wolność musiała ulegać niewoli, a słuszność postępować krok w krok za niesprawiedliwością...
Mamy piękny obraz króla-prawodawcy wprowadzającego ius naturale i organizującego cywilizowane państwo w miejsce pierwotnego bezładu. Lecz siły chaosu nie poddają się łatwo: ...Był bowiem w załomach pewnej skały okrutnie srogi potwór, którego niektórzy zwać zwykli całożercą. Żarłoczności jego każdego tygodnia według wyliczenia dni należała się określona liczba bydła. Jeśliby go mieszkańcy nie dostarczyli, niby jakichś ofiar, to byliby przez potwora pokarani utratą tyluż głów ludzkich. Grakch, nie mogąc znieść tej klęski, jako że był względem ojczyzny tkliwszym synem niż ojcem względem synów, skrycie synów wezwawszy, przedstawił im swój zamiar, radę przedłożył...
Dwaj synowie Grakcha - Kraka ruszają do walki z bestią, lecz rycerskie sposoby zawodzą i młodzieńcy muszą uciec się do podstępu: zamiast bydląt podłożyli w zwykłym miejscu skóry bydlęce, wypchane zapaloną siarką. I skoro połknął je z wielką zapalczywością całożerca, zadusił się od buchających wewnątrz płomieni.
Zwycięstwo nad smokiem nie zakończyło wprawdzie kłopotów królestwa Grakcha, dla nas jednak istotne jest, że: ...na skale całożercy wnet założono sławne miasto, od imienia Grakcha nazwane Gracchovia, aby wiecznie żyła pamięć Grakcha. I póty nie zaprzestano obrzędów pogrzebowych, póki nie zostały zamknięte ukończeniem budowy miasta. Niektórzy nazwali je Krakowem od krakania kruków, które zleciały się tam do ścierwa potwora.
Z opowieści Mistrza Wincentego wyłania się dobrze znany schemat mityczny: smoka chaosu pokonuje władca-prawodawca, a symbolicznym znakiem zwycięstwa porządku nad bezładem jest czynność budowania: w zakolu Wisły, na wawelskim wzgórzu - na skale całożercy - wybudowano miasto, które następnie stało się stolicą wielkiego państwa.
Długosz natomiast walkę Kraka ze smokiem przenosi na czasy po wybudowaniu miasta."



Niektóre mity i legendy o smokach można m.in. przeczytać na stronie
http://www.smoki.cc.pl/almanach.htm
Verantwortlich für den Inhalt ist der Autor der Homepage. Kontakt
Kostenlose Homepage von rePage.de
- w -
Flirten und neue Leute kennenlernen - Klick hier !